| Jest zgoda polityków: koniec domów dziecka |
|
|
| Co o nas piszą |
|
Polska - Głos Wielkopolski, 11 kwietnia 2009, Joanna Ćwiek Domy dziecka, w których wychowuje się kilkadziesiąt tysięcy dzieciaków, to archaizm. W pozostałych krajach bloku wschodniego już zostały zlikwidowane - mówi nam minister pracy Jolanta Fedak. I zapowiada, że zrobi wszystko, aby przekonać ministra finansów, że warto dać pieniądze na wprowadzenie w życie ustawy o rodzinnej pieczy zastępczej, nad którą obecnie pracuje ministerstwo. Zgodnie z wyliczeniami resortu pracy w ciągu 10 lat, kiedy ma być wprowadzana ustawa reformująca bidule, trzeba będzie na nią wydać 200 mln zł. Na pierwszy ogień do likwidacji poszłyby domy małego dziecka. Najmłodsze dzieci, którymi nie mogą się zająć biologiczni rodzice lub rodzina, będą mogły trafić wyłącznie do rodziny zastępczej lub rodzinnego domu dziecka. Przepisy miały obowiązywać od stycznia 2010 r. Pięć lat później ma zostać wykonany kolejny krok - w domach dziecka będą tylko dzieci starsze niż 10-letnie. Dodatkowo, w jednej placówce nie może przebywać więcej niż 14 dzieci. Choć nikt nie ma wątpliwości, że ustawę wprowadzić trzeba, na przeszkodzie stoją pieniądze. 200 mln zł to nie tak wielka kwota, w dodatku rozłożona na kilka lat, jest ona jednak za wysoka dla ministra finansów, który szukając oszczędności, postanowił zablokować właśnie pieniądze na reformę domów dziecka.- To pozorna oszczędność. Utrzymanie tradycyjnych domów dziecka jest przecież droższe - mówi nam Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister pracy i posłanka PiS. Bo miesięczny pobyt dziecka w bidulu kosztuje od 2,5 tys. do 5 tys. zł. W rodzinie zastępczej jest znacznie taniej - w „zawodowej" to zaledwie 1248 zł miesięcznie. W tradycyjnych domach dziecka przebywa teraz prawie 25 tys. dzieci, kolejne 4,6 tys. w pogotowiu opiekuńczym. Ich utrzymanie to co najmniej milion złotych rocznie. - No i są jeszcze koszty społeczne; klienci opieki to w sporej części wychowankowie domów dziecka. Natomiast co trzecie dziecko wychowywane w rodzinnym domu dziecka kończy studia - mówi Michał Rżysko z Fundacji Świętego Mikołaja. Bo bidule to nie jest miejsce, w których powinno wychowywać się dzieci. Z ubiegłorocznego raportu NIK wynika, że aż w 83 proc. placówek wychowankowie nie mają osobnych szafek, lampek nocnych czy biurek, w 67 proc. są źle odżywiani. Na porządku dziennym jest bicie, poniżanie i molestowanie seksualne. Dlatego po deklaracji rządu o zamrażaniu prac nad ustawą o rodzinach zastępczych, posłowie PO i opozycji postanowili wspólnie o nią walczyć. W obliczu takiego zmasowanego nacisku rząd musi wznowić pracę nad ustawą. Bo nikt z polityków nie odważy się powiedzieć, że osierocone dzieci powinny wychowywać się w miejscu, które jest dla nich piekłem. |







