Partner fundacji:

Przyłącz się:





Licznik odwiedzin
Dziś15
Ogółem675798
Dziecko, dom, praca i cała reszta Drukuj Email
Mamo to ja, maj 2008, Laryssa Kowalczyk

Agnieszka Pruchnicka, technolog w dziale prawa handlowego w Tesco, mama 19-miesięcznego Kubusia od kilku miesięcy pracuje w domu. Jak? Nie ma własnej firmy. Jest pierwszą osobą w Tesco, która korzysta z możliwości telepracy. Wcześniej dojeżdżała z Tarnowa do Krakowa, a dzieckiem opiekowała się babcia. Agnieszka wstawała bladym świtem, gnała na dworzec, do domu docierała wieczorem, by swojego maluszka widzieć przez godzinę, tuż przed położeniem go do łóżka. Kiedy babcia musiała wyjechać z Tarnowa, pojawiło się pytanie: co dalej? – Nie chciałam zostawiać Kuby z opiekunką, zresztą koszty zatrudnienia niani były za wysokie. I wtedy postanowiłam wyprosić możliwość pracy w domu - wspomina. Na szczęście specyfika jej stanowiska nie wymaga ciągłej obecności w biurze, bo większość obowiązków związanych jest z pracą przy komputerze i telefonicznymi kontaktami z klientami. Okazało się, że dla firmy jej przejście na system pracy w domu nie byt żadnym problemem.

JEST CIĘŻKO, ALE CAŁKIEM DOBRZE!

- Ale taka praca wymaga większego nakładu energii - opowiada Agnieszka. - W firmie miałam tylko swoje obowiązki zawodowe, a teraz mam na głowie wszystko. Przecież nikogo nie obchodzi, że np. małego boli ucho - opowiada. Dlatego Agnieszka w zasadzie nie ma czasu wolnego - chwile, gdy Kuba śpi, wykorzystuje na pracę. Zdarza się, że zarywa noce, ale absolutnie nie żałuje, że przeszła na taki właśnie system. - Gdybym miała tak pracować 10 lat, pewnie byłoby mi dużo trudniej, ale przecież wiem, że dzieci urosną, pójdą do przedszkola, wtedy będę miała więcej czasu dla siebie - przekonuje.

W przypadku Agnieszki telepraca sprawdziła się na tyle, że chce przy niej pozostać również po urodzeniu drugiego dziecka- najpierw na pól etatu, później na cały. Jeśli więc twoja praca nie wymaga stałej obecności w firmie i nie bardzo wyobrażasz sobie rozstania ze smykiem, pomyśl, czy to nie jest wyjście dla ciebie. Urodzenie dziecka może być - wbrew pozorom - dobrym momentem na przeprowadzenie dużych zmian!

WŁASNA FIRMA

Joanna Szpak-Ostachowska, mama trzyletniego Antosia, była dziennikarką, wcześniej pracowała w organizacjach pozarządowych. Pierwszego dnia po urodzeniu dziecka już wiedziała, że chce z nim zostać co najmniej rok. - Macierzyństwo mnie wciągnęło i naprawdę zafascynowało, chciałam się nim cieszyć - opowiada. Jednak gdy synek miał mniej więcej rok, Joanna poczuła, że chce robić coś więcej oprócz wychowywania syna.

MAMA DLA... MAMY

Wcześniej pracowała z kobietami i wiedziała, że chce działać w tym kierunku. Jednocześnie czuła, że będzie dążyć do tego, by mieć coś swojego i nie pracować „dla szefa". Pomysł założenia firmy prowadzącej zajęcia dla mam narodził się na podstawie własnych doświadczeń.

- Gdy Antek był mały, brakowało mi fajnych propozycji dla mam. Jedynym miejscem, gdzie mamy mogły się spotkać, była Fundacja „Rodzić po Ludzku" - wspomina. I właśnie wtedy Joanna wraz z koleżanką postanowiły założyć własną firmę pod nazwą Mama w Centrum. - Chciałyśmy skierować uwagę na kobiety, ale nie tylko w ten sposób, by mogły się spotkać i porozmawiać o kaszkach i kupkach - opowiada. Od pomysłu do powstania Mamy w Centrum minęło pół roku.

Gdy Antoś miał półtora roku, Joanna zarejestrowała działalność gospodarczą. Na początku udawało się łączyć biznes z wychowaniem dziecka. – Ze znajomymi psycholożkami, które miały prowadzić zajęcia, umawiałam się w parku, a program szkoleń omawiałyśmy przy piaskownicy - wspomina. Nie przypuszczała jednak, że prowadzenie firmy będzie tak wyczerpujące. Każda minuta musiała być wykorzystana i właściwie przestało istnieć życie towarzyskie. Kiedy działalność Mamy w Centrum ruszyła pełną parą, było coraz trudniej. Joanna i Ania opiekowały się swoimi dziećmi na zmianę. W końcu jednak Joanna zdecydowała się na zapisanie Antka do domowego przedszkola. Przez pierwsze tygodnie chodził tam tylko raz w tygodniu na 3-4 godziny, potem coraz częściej.

Już kilka miesięcy po rozpoczęciu działalności, dzięki uzyskaniu funduszy unijnych, ruszyła księgarnia internetowa. – Byłam szczęśliwa, bo realizowałam swoje marzenia, ale jednocześnie zrobiło się naprawdę ciężko. Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, że tak trudno jest pracować i wychowywać dziecko, zwłaszcza że własna firma pochłania mnóstwo energii - wspomina Joanna. Dzisiaj już wie, że wybrała dobrą dla siebie drogę.

GDY PRACA JEST PASJĄ

Aliki Jaworska kocha ośmiomiesięcznego Arisa i ośmioletniego Kubę. Ale też uwielbia swoją pracę. Jest dyrektorem personalnym w firmie Parker Hannifin we Wrocławiu.

Kiedy urodził się starszy syn Aliki, po urlopie macierzyńskim poszła na urlop wychowawczy. Każdy dzień z Kubusiem był fantastycznym, nowym doświadczeniem. Fascynujące było oglądanie, jak dziecko uczy się siadać, stawia pierwsze kroki i niezdarnie łapie łyżeczkę. Jednak po jakimś czasie bycie sam na sam z maluchem zaczęło jej doskwierać, zwłaszcza że tata Kuby pracował długo.

CUDOWNIE I... NUDNO

- Coraz bardziej tęskniłam za ludźmi. Nie chciałam „na siłę" siedzieć w domu, więc kiedy synek miał dwa lata, wróciłam do pracy - opowiada Aliki. Po kilku latach, gdy Kubuś był w zerówce, zaszła w drugą ciążę. - Pomyślałam, że to idealny moment na drugie dziecko, bo akurat gdy będę z maluszkiem w domu, Kuba pójdzie do szkoły, więc i dla niego będę miała więcej czasu - opowiada. Jednak kiedy młodszy syn, Aris, skończył pięć miesięcy, Aliki wiedziała, że będzie mu- siała wrócić do pracy, bo tak uzgodniła ze swoją firmą jeszcze przed porodem. Postanowiła wykorzystać jeszcze urlop wypoczynkowy i w tym czasie poszukać opiekunki.

- Znalezienie niani dla Arisa było bardzo trudne i przeciągało się naprawdę długo - wspomina. - W pewnym momencie braliśmy nawet pod uwagę to, że mój mąż pójdzie na urlop wychowawczy, a ja wrócę do pracy - dodaje. Na szczęście udało się znaleźć panią poleconą przez koleżankę. Ale, by mama mogła wrócić do pracy, Aris musiał się przyzwyczaić do niani. – Przez dwa tygodnie byłyśmy z dzieckiem razem - ja i opiekunka - opowiada Aliki. - Najważniejsze dla Gosi było poznanie rytmu dnia malucha, ale też innych pozornie błahych rzeczy. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak ważne jest to, by niania wiedziała, w jakiej pozycji maluch lubi usypiać, jaka jest jego ukochana melodyjka w karuzeli nad łóżeczkiem – wyjaśnia Aliki. W ciągu dwóch tygodni maluch był przyzwyczajany do nieobecności mamy, oczywiście stopniowo. - Wychodziłam na godzinę, dwie, żeby mały został tylko z opiekunką - opowiada Aliki. Powrót do pracy również odbywał się stopniowo. Przez pierwszy miesiąc pracowała 4-5 godzin, by móc wrócić do domu i karmić piersią. - Niestety, szybko straciłam pokarm - wspomina Aliki. Na szczęście cała reszta funkcjonowała bez zarzutu.

POTEM TYLKO DOM? OK!

- Jestem szczęśliwa, że wróciłam do firmy, bo kocham swoją robotę. Gdybym pracowała tylko ze względów materialnych, pewnie byłoby mi trudniej - podsumowuje. Według Aliki niezwykle ważne też jest, by nie starać się robić wszystkiego idealnie.

- Kiedy masz małe dziecko i pracujesz, musisz odpuścić na innych polach - radzi.

- Moim zdaniem nie ma już szans na codzienne sprzątanie, gotowanie, czytanie ambitnych książek, chodzenie do teatru. Ja po pracy każdą wolną chwilę wykorzystuję na bycie z dziećmi, na zabawy, na rozmowy. Nic nie zostaje dla mnie? Nieprawda! Praca, moja pasja, jest dla mnie. Poza tym wiem, patrząc na starszego Kubę, że dzieci rosną niesamowicie szybko. Niebawem wszystko się zmieni i to one nie będą miały dla mnie czasu – kończy z uśmiechem Aliki.

JESTEŚMY DZIELNE

Trzy historie, które opisałam są zupełnie różne. Ale każda z bohaterek ma dziecko i pracuje. Nie zawsze to jest proste, ale warto się postarać i poszukać najlepszego rozwiązania. Do tego właśnie namawia kampania społeczna Fundacji Świętego Mikołaja, która promuje jednocześnie firmy przyjazne młodym mamom. Właśnie na zlecenie fundacji Instytut MillwardBrown SMG/KRC przeprowadził badania, z których wynika, że aż 64% kobiet uważa, że bardzo trudno jest pogodzić obowiązki zawodowe z wychowaniem dziecka. Jednak większość młodych mam wraca do pracy - zwykle na to samo stanowisko, które zajmowały przed porodem (85%), co więcej - radzą sobie tak samo dobrze jak wcześniej. Zatem... będzie dobrze. Nie ma innego wyjścia!

Nasze bohaterki, mimo że każda z nich pracuje inaczej, już wiedzą, że można być dobrą mamą i pracować zawodowo. Do tego jednak konieczne jest nauczenie się kilku ważnych rzeczy.

• USTAL PRIORYTETY.

Bycie z dzieckiem (ale nie obok niego) lub chwile na odpoczynek są ważniejsze niż porządek w szafkach czy inne zajęcia, które często zabierają niezwykle dużo czasu.

• NAUCZ SIĘ MOWIC PRACY „NIE".

Jeśli pracujesz na pełny etat, znajdź „święty" czas (np. popołudniami) tylko dla ciebie i dziecka. Wyłącz wtedy komórkę!

• POGADAJ Z MĘŻEM.

Zorganizowanie życia na nowo to nie tylko twój problem. Ale musisz o tym powiedzieć partnerowi, nie licz na to, że się sam domyśli, że ci ciężko.

• BĄDŹ OPTYMISTKĄ.

Powtarzaj sobie, że przecież dziecko rośnie, a ty wkrótce będziesz miała więcej czasu dla siebie.